Dziś stoję na krawędzi ostatniego kręgu piekieł. Moje jestestwo skurczyło się do rozmiaru ziarenka piasku wygrzebanego z zapuszczonego rynsztoku.
Dawno nie jestem nikim, jeszcze dawniej niczym.
To nie będzie jednak historia porażki, a trampolina, która pomoże odbić się od dna, na które zawędrowałam.
5 lat temu zaznaczyłam na mapie niewłaściwą drogę i dlatego jestem tu, a nie w krainie z moich marzeń.
- 107kg
- internetowa hipochondryczka (ze szczególnym uwzględnieniem wszelkiego rodzaju nowotworów
i innych koniecznie nieuleczalnych i prowadzących do rychłego zejścia chorób)
- bez stałej, nieuwłaczającej godności roboty za to z depresją głębszą od Rowu Mariańskiego
- 4 krzyżyk na karku zara
Co dzień budzę się i czekam na noc, która zabiera z głowy wszelkie koszmary i pozwala zapomnieć, że trzeba było żyć.
Dziś biorę moje marzenia za rękę i daję się im zaprowadzić na właściwą ścieżkę.
O czym marzę?
- ścięknąć 50kg...masakra
- pójść do medyka i poddać się przeglądowi
- nauczyć się angielskiego
- znać się dobrze na czymkolwiek
- zwiedzać świat
- zasługiwać na zaszczytne miano człowieka
Od jutra wszystko się uda
Trzymajcie kciuki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz