poniedziałek, 4 lutego 2013

Jutro zaczynam żyć

Dziś stoję na krawędzi ostatniego kręgu piekieł. Moje jestestwo skurczyło się do rozmiaru ziarenka piasku wygrzebanego z zapuszczonego rynsztoku.
Dawno nie jestem nikim, jeszcze dawniej niczym.
To nie będzie jednak historia porażki, a trampolina, która pomoże odbić się od dna, na które zawędrowałam.
5 lat temu zaznaczyłam na mapie niewłaściwą drogę i dlatego jestem tu, a nie w krainie z moich marzeń.

Kilka kroków, niewielki dystans i realne, choć krytyczne spojrzenie na mła.

- 107kg
- internetowa hipochondryczka (ze szczególnym uwzględnieniem wszelkiego rodzaju nowotworów
i innych koniecznie nieuleczalnych i prowadzących do rychłego zejścia chorób)
- bez stałej, nieuwłaczającej godności roboty za to z depresją głębszą od Rowu Mariańskiego
- 4 krzyżyk na karku zara

Co dzień budzę się i czekam na noc, która zabiera z głowy wszelkie koszmary i pozwala zapomnieć, że trzeba było żyć.

Dziś biorę moje marzenia za rękę i daję się im zaprowadzić na właściwą ścieżkę.

O czym marzę?
-  ścięknąć 50kg...masakra
-  pójść do medyka i poddać się przeglądowi
-  nauczyć się angielskiego
-  znać się dobrze na czymkolwiek
-  zwiedzać świat
-  zasługiwać na zaszczytne miano człowieka

Od jutra wszystko się uda

Trzymajcie kciuki!